niedziela, 30 października 2016

Targi Książki w Krakowie - niezapomniane wrażenia!

Targi książki w Krakowie to dla mnie było wielkie wydarzenie, już pomijając fakt że unikam tłumów, opcja poznawania ludzi z sieci nie jest dla mnie zbyt łatwa, a już zdobycie się na odwagę by podejść do autora.... ale doszłam do wniosku, że czas się przełamać.




Zaplanowałam weekend z rodzią w Krakowie i... oczywiście nic z tego nie wyszło. Z czterech dni została tylko sobota, w dodatku samotna. Trudno. Potem wszystkie blogerki, z którymi miałam się spotkać musiały zrezygnować z wyjazdu - ok miałam myśl, żeby się wyspać i nigdzie nie jechać.... dobra, przyznam się, miałam stresa, że się zgubię 😉 ale okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Jechałam z Tychów i spokojnie mogłam dać się wciągnąć do autobusu i razem z tłumem podążać na miejsce... z każdej strony napływał tłum, na dworcu, na przystankach, w autobusach i tramwajach. Z każdej strony słychać było głosy ludzi planujących jakie książki kupią, jakich autorów chcą poznać, z kim chcą zdjęcia a od kogo autograf. No i jak tam dotrzeć... te tłumy zmierzające w jednym kierunku troszkę mnie przeraziły, ale gdybyście widzieli tę kolejkę do wejścia! Cóż, tu całkowicie zabrakło organizacji, kilka kolejek według dziwnego podziału, który nie miał znaczenia, bo prowadziły tylko do kontroli bezpieczeństwa... 

Udało mi się zapisać na warsztaty dla blogerów, jednak cóż z tego, skoro kolejka do wejścia była tak długa, że nie zdążyłam.... gdybym przewidziała te kolejki to musiałabym z domu wyruszyć koło 4 rano chyba.... mimo że do Krakowa dojechałam w niewiele ponad godzinę!
Chwilę po 10.00 było jeszcze w miarę spokojnie, to znaczy można było się przemieszać bezpiecznie i bezproblemowo. W południe były już dzikie tłumy! Udało mi się poznać Kasię oraz jej przyjaciółkę. Upolowałam kolejną książkę Liliany Fabisińskiej "Na Czarcim Cyplu" z podpisem autorki. 

                            
   
Spotkałam się z Magdaleną Kozioł, która oprócz tego, że miała dla mnie czwarty tom swojej książki to jeszcze przeznaczyła po dwa tomy na konkurs i book tour. Kto chętny???

Miałam okazję wypić kawę z Gosią z grupy przeczytaj i podaj dalej na FB oraz jej koleżankami. Okazuje się, że Rzeszów był silną grupą na targach!
Gdybym miała krótko opisać targi? Dziki tłum!!! Momentami przemieszczanie się było niemożliwe. Kolejki do autorów ciągnęły się hen daleko i niektórzy czekali godzinami. Ja tym razem nie miałam na tym punkcie obsesji, ale w sumie.... hmmm jak kiedyś się trafi okazja to chyba będę ze sobą wozić książki i kupować tonami :) 
Ale mnóstwo ludzi książki woziło w wielkich walizkach na kółkach ;) przykre tylko, że niektórzy zupełnie nie liczyli się z innymi, było sporo maleństw w wózeczkach, choć to raczej nie było miejsce dla nich.... inni zupełnie nie zwracali uwagi na kilkuletnich czytelników, sama ochrzaniłam jednego faceta, który stanął na środku i kręcił się w kółko, bo żona pójdzie tam a on tu i przy każdym obrocie uderzał sześciolatka wypchanym plecakiem.
Miałam ochotę na wiele książek, ale dostałam limit od męża.... za to zrobiłam sobie listę tego, co muszę przeczytać jak najszybciej!


Powiem Wam, że tak sobie tam chodziłam, podziwiałam, chłonęłam atmosferę i podziwiałam odwagę niektórych.... że tak na luzie podchodzą do autorów, rozmawiają, strzelają fotki.... brakuje mi tego, ale mam zamiar popracować nad tym... 😉
W końcu autor też człowiek... chyba.

czwartek, 27 października 2016

Kobiety górą! "W krainie kolibrów" Sofia Caspari

To kolejna książka, która mnie kusiła piękną okładką, choć pewnie gdybym natknęła się na nią w bibliotece lub księgarni minęłabym ją obojętnie. Ale Book Tour... No wiecie... Nie przepuszczam!



poniedziałek, 24 października 2016

Kartkowo u mnie i dziecięco... diy

Mam ogromne zaległości w pisaniu o książkach. Czytam nadal, jednak pochłonęło mnie wiele innych spraw i na pisanie o przeczytanych tytułach brakuje mi czasu. Wybaczcie! Pokażę Wam za to, co mnie tak bardzo wciągnęło...

                           

czwartek, 13 października 2016

Gdybym chciała zabić męża to... pewnie by mi się nie udało! - "Jak Cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński

Najpierw bardzo chciałam tę książkę mieć, ale jakoś się nie składało.... Pierdyliard konkursów i żadnej wygranej. Szlaban na książki nadal obowiązuje. Limit prezentów od męża wykorzystałam na kilka lat do przodu. Pomysłów brakło...


Okładka książki Jak Cię zabić, kochanie?

poniedziałek, 10 października 2016

środa, 5 października 2016

poniedziałek, 3 października 2016

Przeczytaj i podaj dalej. Edycja druga!

W sobotę zaczęła się druga blogowa wymiana książek, czyli PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ! to akcja organizowana przez Magdę z bloga Save the magic moments oraz Dagmarę - Socjopatkę. Zajrzyjcie do nich, bo tam wielkie linkowanie do wpisów z książkami na wymianę!
 Wydarzenie na Facebooku

niedziela, 2 października 2016

Haniola - uśmiech na twarzy dziecka!



Kochani, mój syn ma ostatnio przyjemność korzystać z przepięknych akcesoriów tworzonych przez Haniolę.



Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jego miny, kiedy listonosz przyniósł paczkę i podał Szymonowi! To zdziwienie w jego oczach i zarazem pytanie, czy może rozerwać kopertę! Uśmiech nie schodził mu z twarzy, gdy z koperty wysunęły się kolorowe rzeczy!

                                    
Szymon po powrocie do domu wybrał sobie krzesełko, na którym umieściliśmy jego nowy ochraniacz. Oczywiście najpierw uważnie go obejrzał i zdecydował, który kolor będzie widoczny. Po czym natychmiast na nim usiadł i poprosił o owoce do jedzenia. I zjadł je siedząc w jednym miejscu, co zdarza mu się bardzo rzadko! 
Dwukolorowy ochraniacz to rewelacyjny pomysł, co kilka dni zmieniamy stronę, a dziecko cieszy się jakby kolejny raz dostało coś nowego... nasze krzesła kuchenne są dość wąskie, więc ochraniacz zwisa z nich, ale w niczym to nie przeszkadza, łatwo go związać za oparciem, więc bez problemu można go przenieść w inne miejsce. Mój syn od dawna siedzi już z nami przy stole, choć do tej pory wędrował z miejsca na miejsce, teraz gdy nadchodzi pora posiłku od razu wdrapuje się na swoje krzesełko. 

Kolejnym elementem jest podkładka. Również w kropeczki. Jest WIELKA! Zajmuje dosłownie 1/3 naszego kuchennego stołu i początkowo nieco mnie to przerażało, ale mieści się na niej duży talerz syna, kubeczek z napojem oraz wszystko to, co przez przypadek nie trafi do buzi! Gdyby to Was jeszcze nie przekonało, to dodam, że mata wędruje z moim dzieckiem na podłogę, bo leżąc na brzuchu najwygodniej mu się maluje, rysuje czy bawi ciastoliną. Do tej pory zabawa ciastoliną polegała na tym, że matka owijała stół, blat krzesełka czy inne miejsce twórczych zabaw folią spożywczą, ale nie jest to ani wygodne, ani ładne ani tym bardziej oszczędne. 
                         

                         

Teraz Dziecko zabiera pod pachą matę i wędruje w wybrane miejsce, gdzie spokojnie może się bawić. Mnie to przekonuje!
A po skończonej zabawie wystarczy przemyć wodą. albo wrzucić pod prysznic, albo umyć wilgotną ściereczką  - mój syn sam bierze chusteczki wilgotne i sprząta swoją matę. 



Wszystko, co znajdziecie na stronie Haniola jest piękne, starannie wykonane, dopieszczone i przemyślane! Wszystko jest estetyczne, kolorowe, piękne... Kolory cieszą oko dziecka, ale wzory spokojnie można dopasować do wnętrza, które gustownie urządziła mama i wcale nie chce paskudnych dziecięcych elementów, które straszą postaciami z niektórych bajek!


Zapraszam Was na BLOGA, gdzie znaleźć możecie SKLEP oraz na FB do polubienia strony!
Haniola
 Dziękuję za możliwość przetestowania tych cudownych przedmiotów!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...