Strony

niedziela, 11 września 2016

Poruszona do głębi polecam Wam "Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

Ten wpis był zaplanowany już ponad tydzień temu i pojęcia nie mam dlaczego się nie opublikował! A ja przekonana, że wiadomość o książce do Was dotarła spałam spokojnie...
cóż, nadróbmy szybko zaległości....


Okładka książki Calder. Narodziny odwagi


Zacznę może od tego, że książka była dla mnie takim ciosem między oczy... bo ja, oczywiście, wiem, że są ludzie ślepo wierzący jakiemuś przywódcy, oddający mu dobytek i całego siebie, ale jakoś nigdy nie rozumiałam, dlaczego?!
Nadal nie rozumiem, przyznaję się od razu...
Ale czasem tak się we mnie krew burzyła, że musiałam odłożyć książkę na bok i dać sobie chwilę przerwy, by ochłonąć, by wmówić sobie, że to tylko książka... choć z tyłu słyszałam głos, że niektórzy tak mają naprawdę!

Ale zacznijmy od początku.... Calder to chłopiec, gdy go poznajemy, jest Posłańcem Wody. Jednak na naszych oczach staje się młodzieńcem, a potem mężczyzną... i oczywiście się zakochuje... nie byłoby w tym nic dziwnego, ani tym bardziej złego, gdyby nie to, że zakochuje się w Eden. A Eden... przybywa jako dziewczynka, która w chwili osiągnięcia pełnoletności ma stać się żoną Hektora - ich przywódcy. 

Jaka to miłość? hmmm biorąc pod uwagę fakt, że Calder widział ją tylko z daleka, a ona jest kwiatem, czyli jest "lepsza" pod każdym względem i nie może się bawić z "chwastami"... sytuacja beznadziejna. Zauroczenie kimś kogo nie znamy, z kim nawet nie możemy porozmawiać... początkowo wydawało mi się to nawet głupie troszkę...
jednak los rządzi się własnymi prawami... drogi tych dwojga się przecinają, zaczynają się potajemne spotkania, wspólna pomoc, nauka, a uczucie zaczyna kwitnąć... 

Ich marzeniem staje się wolność... ale czy mają w ogóle szanse?

 

Powiem tak... książka porusza niesamowicie ważne tematy, bardzo delikatne, ale jednocześnie to historia miłości - czyli temat dla każdego. Myślę, że można czytać skupiając się na tej głębi, która mnie bardzo poruszyła, ale można potraktować to jako romans i tylko przez ten pryzmat na to spojrzeć... 
choć tej drugiej opcji nie polecam! 
To moje pierwsze spotkanie z autorką, ale jestem nią zachwycona... 
W kolejce czeka już tom drugi, ale ja wiem, że ta historia będzie mnie wzruszać, wpadnę w nią cała i odwlekam ten moment, by z jeszcze większą przyjemnością się w niej zanurzyć... 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Septem



286 stron

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każde Twoje słowo...