Strony

czwartek, 20 sierpnia 2015

Mój pierwszy raz! bez dziecka...



Moje dziecko ma prawie 10 miesięcy, do tej pory rozstawaliśmy się na godzinkę, dwie, kiedy ja byłam na zakupach, na rehabilitacji czy u dentysty. Ale zostawić go na dłużej?! o nie! 
Maluch zostawał z moją mamą lub babcią, one zachwycone wnukiem, on zachwycony, że mu więcej wolno. Ja ze spokojnym sumieniem spokojnie mogłam skupić się na tym, co miałam załatwić. 
I wszyscy byli szczęśliwi...

Zanim Maluch się urodził moi teściowie deklarowali pomoc, wsparcie, zachwyt wnukiem, ah niech tylko się urodzi, a oni natychmiast porwą go w ramiona, a ja po nakarmieniu będę mogła gdzieś sobie wyskoczyć. Bo oni z największą przyjemnością zajmą się wnukiem.... Nie żebym ślepo w to wierzyła, ale spodziewałam się, że jedni i drudzy dziadkowie będą konkurować o czas spędzany z Maluchem... 

Maluch się urodził, a ja usłyszałam od teściowej "no, jeszcze trochę a będzie z dziadkiem szalał... w szachy go nauczy grać, w Piotrusia pograją, będą się na dywanie tu bawić"... w szachy?! w piotrusia?! miesięczne dziecko...? hmmm i wtedy do mnie dotarło, że na nich będę mogła liczyć za kilka lat... "jeszcze ze dwa lata i będzie u nas na noc zostawał, a wy na imprezę sobie pójdziecie" rewelacja! za dwa lata przy takiej częstotliwości odwiedzin (jakieś 4 razy w tym chrzciny! a mają jakieś 25km do nas) to za dwa lata on będzie co najwyżej mówił im dzień dobry jak sąsiadom spotykanym na ulicy... 

Moja mama 3 razy w tygodniu po pracy przyjeżdża do wnuka, dzwoni codziennie i gada do niemej słuchawki ciesząc się z każdego "O!" a po teściach ani widu ani słychu... 

I nadszedł ten moment... zostaliśmy zaproszeni na wesele, w sierpniu, w rodzinnym mieście męża. Myśl była jedna - Maluch zostanie u dziadków - wtedy jeszcze się łudziłam, że się zaangażują... Poinformowaliśmy ich o tym z trzymiesięcznym wyprzedzeniem przekonani, że zrozumieją, że dwa dni z dzieckiem to jednak wyzwanie i wcześniej postanowią go ze sobą oswoić. Bo w czerwcu to Mały płakał na widok dziadka (bo jeszcze nie umiał uciekać - teraz już potrafi!)...

Od czerwca dziadkowie nas nie odwiedzili, my byliśmy tam może raz, bo inne terminy im nie odpowiadały. Na początku sierpnia nadszedł czas urlopu teściowej. "Ah, teraz w końcu trochę wolnego, nigdzie nie jedziemy to wpadnę do Was na dwa dni, zajmę się Maluchem, a Ty sobie odpoczniesz... " super, od razu zaznaczyłam, że na początku jej urlopu, bo potem mam rehabilitację i zabieram ze sobą Malucha. "tak, tak, w poniedziałek przyjadę, albo we wtorek" 
Znacie tę ulgę, kiedy dociera do Was, że obawy były niesłuszne...? Teściowa ciężko pracuje, nie ma sił po pracy, albo przed nią przyjeżdżać do wnuka, ale ma urlop i teraz nadrobi zaległości... i jaka ja okropna byłam, że myślałam, że im nie zależy, że olewają... po prostu nie mieli możliwości... kochają wnuka i skorzystają z każdej okazji by jednak nieco czasu z nim spędzić... Czekałam na ten poniedziałek jak głupia, podekscytowana, że nareszcie syn oswoi się i z drugimi dziadkami...

tak, i to by było na tyle, bo w niedziele rano teściowie wyjechali na urlop. Przez dwa tygodnie raz do mnie zadzwonili. Nie, nie żeby zapytać o wnuka, żeby się pochwalić wakacjami... 
W sobotę jest wesele, a ja panicznie boję się zostawić im dziecko! Obcym ludziom! Ludziom, których moje dziecko się boi i ma prawo się bać! Mąż jest obrażony, wściekły i mamy nowy temat do kłótni - dobrze, zadzwonię do nich i powiem, że nie odwiedzali wnuka, więc za karę nie dostaną go pod opiekę jak my pójdziemy na wesele! Albo najlepiej idź sama a ja zostanę z synem!

Co robić? Co robić?! Wiem, że nie mam wyjścia, ale coś czuję, że umrę na tym weselu... a chciałabym, żeby moje pierwsze od dawna wyjście z mężem było udane. Chciałabym poszaleć na parkiecie, porozmawiać z dorosłymi ludźmi, zjeść jak człowiek w spokoju nie mając oczu dookoła głowy i nie wstając co chwila, żeby pobawić się z dzieckiem między jednym a drugim kęsem...

a jak u Was wyglądało pierwsze dłuższe rozstanie z dzieckiem? Jakieś rady dla spanikowanej matki wariatki? I jak delikatnie zostawić garść uwag i porad teściom, którzy nie chcą słuchać, bo sami wychowali trójkę dzieci...? pomóżcie!

wtorek, 11 sierpnia 2015

Przez 10 minut - zapraszam Was do wyzwania

"Przez 10 minut" Chiara Gamberale

Czy 10 minut to dużo czy mało? To na pewno pojęcie względne, 10 minut dziennie na coś, czego jeszcze nigdy nie robiliśmy? niewiele. Ale czy udałoby nam się wymyślić takich rzeczy 30? Takie zadanie dostała Chia i miała okazję przekonać się, że to wcale nie takie łatwe.
Sama nie wiem, czy podołałabym zadaniu, ale prawda jest taka, że lubię próbować nowych rzeczy... więc czemu nie.

Bohaterka w trudnej sytuacji życiowej, porzucona przez męża, w mieście którego nie lubi, zwolniona z pracy, w trakcie terapii. Niby nic ciekawego, a jednak każda strona książki zmusza do przemyśleń. Poruszająca, pouczająca, w prosty sposób mądra. Podzielona na 30 dni, a każdy pozwala bohaterce poznać lepiej siebie, ale również czytelnikowi daje możliwość przemyślenia własnego życia i zachowania.

Na pewno kiedyś spróbuję zabawy w 10 minut...



taki post napisałam na początku wakacji, ale nie doczekał się publikacji...
dziś pomyślałam, że nie ma sensu odwlekać tego w nieskończoność, bo jeśli nie teraz to kiedy spróbuję tej gry?
Postanowiłam, że zaproszę Was do zabawy... może ktoś dołączy do mnie i spróbuje przez 30 dni robić coś po raz pierwszy... ja mam nadzieję, że zmotywuje mnie to do działania rękodzielniczego, bo jest milion rzeczy, które chciałabym zrobić i ta lista rośnie a ja ciągle nic nie robię...



Proponuję zacząć 17 sierpnia i zakończyć 15 września, to dokładnie 30 dni.
Każdego dnia przez 10 minut - tu oczywiście panuje dowolność i jeśli wolisz godzinę to proszę bardzo, ale niech 10 minut to będzie nasze minimum... - należy robić coś, czego jeszcze nigdy się nie robiło. I nie chodzi tu o nic wielkiego... każdy drobiazg się liczy.
Zastanawiam się nad jeszcze jedną możliwością - 10 minut tylko dla siebie, bez dzieci, męża, chłopaka, telefonu. Przez 10 minut rób coś tylko dla siebie - pozwólmy sobie na takie odstępstwo najwyżej raz na tydzień!

Czy ktoś do mnie dołączy w tym wyzwaniu?
Jeśli tak - napisz o tym w komentarzu
a na bloga dodaj poniższe zdjęcie i zaproś do zabawy znajomych





Wybaczcie, to moje pierwsze wyzwanie... także darujcie wszystkie błędy, ale wytknijcie mi je koniecznie :)

środa, 5 sierpnia 2015

Pierwsze przymiarki...


Pewnie pomyślicie, że zwariowałam, ale od kilku lat tak właśnie wygląda mój sierpień - zaczynam kupować prezenty gwiazdkowe. Nie ma się z czego śmiać, odkąd wcześniej zaczynam o tym myśleć udaje mi się sporo zaoszczędzić, albo kupić droższe prezenty za mniejszą cenę - taką mieszczącą się w zakresie moich możliwości.

W sierpniu zaczynają się wyprzedaże i właśnie wtedy zaopatruję się na urodziny jakie czekają mnie w tej części roku oraz część prezentów pod choinkę. Być może to za wcześnie, ale wiecie, jaka to ulga, gdy na początku grudnia brakuje mi już tylko jednego czy dwóch prezentów, a nie wszystkich piętnastu?!
Dzięki temu w grudniu myślę już tylko o tym, jak ciekawie zapakować prezenty!

Na pierwszy rzut pójdą dzieci, już upolowałam troszkę ciuszków, teraz czas na zabawki :)
Jeśli chodzi o rodziców i dziadków już mam pomysł, kwestia zrealizowania i zamówienia.
 Bo już wcześniej, gdy wpadnie mi coś w oko, albo wymyślę coś idealnego zapisuję sobie, żeby nie zapomnieć przypadkiem, albo nie mieć problemu ze znalezieniem. 

Sprawdza się też pudełko, do którego wkładam rzeczy, które udało mi się upolować, szczególnie drobiazgi dla maluchów tam trzymam, wtedy gdy mam zamiar kogoś odwiedzić po prostu zaglądam do niego i wyciągam jakiś drobiazg. I skończyło się szybkie i nerwowe szukanie prezentów w ostatniej chwili. 

A jak jest u Was? Wolicie wszystko w ostatniej chwili, czy planujecie wszystko dużo wcześniej...?





***

Podobają mi się wpisy, które pokazują ciekawe miejsca w sieci, zastanawiam się nad stworzeniem takiego... choć nie wiem, czy mi to wyjdzie...
może temat prezentów to dobra opcja...